Teraz, Ziemia Fatus – kraina mroku
Blask księżyca wpadającego przez wielkie okna rozpraszał ciemność, która była w mym zamku wszechobecna. Mrok lepił się do ścian z hebanowego kamienia oraz zajmującego prawie całe pomieszczenie, wielkiego tronu obitego futrem wilka. Nadawał się do wypoczynków i do rozmyśleń, które w moim wypadku często trwały aż do wschodu słońca. Gdy słońce wyłaniało się zza horyzontu szłam do swej sypialni na spoczynek. Jako bogini ciemności nie trawiłam światła słonecznego, po mimo tego że i tak było słabe. Powodem tego, iż promienie ledwo się przebijały, były czarne chmury, które wiecznie wiszą nad mą krainą. Przez całą noc czułam, że dzieje się coś wbrew mej woli, że ktoś nie jest mi posłuszny.
- To nie może być … Ktoś zbliża się do bariery … - jak najszybciej podbiegłam do misy ustawionej na rzeźbionych w smoki piedestale, w niej znajdowały się właśnie ich łzy. Dzięki nim widziałam co działo się setki kilometrów od pałacu. – Chcę zobaczyć barierę !
Przed moimi oczyma ukazała się potężna bariera stworzona przez Safinę i mnie około 50 000 000 milionów lat temu. Widziałam tylko lśniącą ścianę, przez wiele lat utraciła trochę na swej mocy, w niektórych miejscach pojawiały się dziury, które szybko wykrywałam i zapełniałam na nowo magią. Sto lat temu było ich aż dziesięć, przez co część moich dzieci pouciekało na drugą stronę. Wszystko teraz wyglądało w porządku, być może tylko mi się zdawało, gdy już miałam odejść w polu mego widzenia znalazła się para, kobieta i mężczyzna. On ciągnął ją za rękę w stronę bariery i szeptał coś do niej. Położyłam dłonie za brzegu misy i zacisnęłam ze złości przez co lekko się ukruszyła.
- Nie! To zdrajcy !
Nikt nie zbliżał się do bariery, po tym jak tego zabroniłam. Szybko opuściłam komnatę w której byłam i zaczęłam wzywać strażników, których liczba sięgała zaledwie pięćdziesięciu .
- Straże !!!!
Ich liczba była mała, ponieważ więcej nie potrzebowałam, byli nieśmiertelni i niezwykle silni. Każdego z nich doskonale znałam, w końcu stali przy mym boku od samego początku istnienia Fatus. Dzieci Mroku osiągały najwięcej dwieście lat, niektórzy trochę silniejsi przekraczali tą liczbę.
- Tak bogini!
Za rogu wyszło dwóch uzbrojonych, wysokich i przerażających strażników. Każdy z nich miał po metr dziewięćdziesiąt wzrostu, szerokie barki i niezwykle długie włosy zaplecione w warkocz, sięgający im do pasa. W ich oczach było widać było wierność, która w ciągu tych wszystkich lat nie zmalała ani trochę. Bardzo ich ceniłam za odwagę i oddaną służbę, oraz za to, że nigdy się nie skarżyli. Jako oddani słudzy bogini nie mieli swych rodzin, domów czy czegokolwiek innego. Całe swoje życie mieszkali w zamku, z pokorą przyjmując każdy rozkaz.
-Czy wrócił już Ischil ? – spytałam, czując narastającą złość.
-Nie pani, nadal jest na patrolu. Możliwe, że będzie jeszcze przed wschodem słońca.
-On ma być tu teraz!
Ischil powinien tu być i udać się ze mną pod barierę. Nie rozumiem, w ogóle dlaczego on sam nie zauważył, że zdrajcy są tuż pod jego nosem.
- Idiota – syknęłam pod nosem. – Osiodłajcie Apollosę i przyprowadźcie pod bramę, skoro go nie ma, to sama muszę się uporać ze zdrajcami.
Idąc do bramy, przeklinałam w myślach na Ischila. Był do niczego, gdy jest potrzebny to nie ma go zamku. Doprawdy nie wiem, czemu się związałam z takim osobnikiem. Być może zbyt długo przebywam w jego towarzystwie. Jak ogóle można nazwać nasze relacje ? Bo na pewno to nie jest miłość. Czy to jakiegoś rodzaju przyzwyczajenie do siebie? Sama tego nie rozumiem…
Właśnie doszłam do bramy, która była już otwarta. Słyszałam moją wierzgającą Apollose, tak dawno jej nie dosiadywałam. Na mój widok rozpostarła wielkie skrzydła i zaczęła wyrywać się trzymającemu cugle strażnikowi. Jej granatowe oczy zatrzymały się na mnie, jakby czuła, co mamy zrobić. Podeszłam do niej i odebrałam strażnikowi, który wyglądał na lekko zestresowanego.
- Witaj, maleńka. Mamy coś ważnego do zrobienia. Musimy ukarać zdrajców.
Uśmiechnęłam się do niej i wskoczyłam na jej grzbiet.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
No ten tego... Mam nadzieje, że się spodobało ;)
Blask księżyca wpadającego przez wielkie okna rozpraszał ciemność, która była w mym zamku wszechobecna. Mrok lepił się do ścian z hebanowego kamienia oraz zajmującego prawie całe pomieszczenie, wielkiego tronu obitego futrem wilka. Nadawał się do wypoczynków i do rozmyśleń, które w moim wypadku często trwały aż do wschodu słońca. Gdy słońce wyłaniało się zza horyzontu szłam do swej sypialni na spoczynek. Jako bogini ciemności nie trawiłam światła słonecznego, po mimo tego że i tak było słabe. Powodem tego, iż promienie ledwo się przebijały, były czarne chmury, które wiecznie wiszą nad mą krainą. Przez całą noc czułam, że dzieje się coś wbrew mej woli, że ktoś nie jest mi posłuszny.
- To nie może być … Ktoś zbliża się do bariery … - jak najszybciej podbiegłam do misy ustawionej na rzeźbionych w smoki piedestale, w niej znajdowały się właśnie ich łzy. Dzięki nim widziałam co działo się setki kilometrów od pałacu. – Chcę zobaczyć barierę !
Przed moimi oczyma ukazała się potężna bariera stworzona przez Safinę i mnie około 50 000 000 milionów lat temu. Widziałam tylko lśniącą ścianę, przez wiele lat utraciła trochę na swej mocy, w niektórych miejscach pojawiały się dziury, które szybko wykrywałam i zapełniałam na nowo magią. Sto lat temu było ich aż dziesięć, przez co część moich dzieci pouciekało na drugą stronę. Wszystko teraz wyglądało w porządku, być może tylko mi się zdawało, gdy już miałam odejść w polu mego widzenia znalazła się para, kobieta i mężczyzna. On ciągnął ją za rękę w stronę bariery i szeptał coś do niej. Położyłam dłonie za brzegu misy i zacisnęłam ze złości przez co lekko się ukruszyła.
- Nie! To zdrajcy !
Nikt nie zbliżał się do bariery, po tym jak tego zabroniłam. Szybko opuściłam komnatę w której byłam i zaczęłam wzywać strażników, których liczba sięgała zaledwie pięćdziesięciu .
- Straże !!!!
Ich liczba była mała, ponieważ więcej nie potrzebowałam, byli nieśmiertelni i niezwykle silni. Każdego z nich doskonale znałam, w końcu stali przy mym boku od samego początku istnienia Fatus. Dzieci Mroku osiągały najwięcej dwieście lat, niektórzy trochę silniejsi przekraczali tą liczbę.
- Tak bogini!
Za rogu wyszło dwóch uzbrojonych, wysokich i przerażających strażników. Każdy z nich miał po metr dziewięćdziesiąt wzrostu, szerokie barki i niezwykle długie włosy zaplecione w warkocz, sięgający im do pasa. W ich oczach było widać było wierność, która w ciągu tych wszystkich lat nie zmalała ani trochę. Bardzo ich ceniłam za odwagę i oddaną służbę, oraz za to, że nigdy się nie skarżyli. Jako oddani słudzy bogini nie mieli swych rodzin, domów czy czegokolwiek innego. Całe swoje życie mieszkali w zamku, z pokorą przyjmując każdy rozkaz.
-Czy wrócił już Ischil ? – spytałam, czując narastającą złość.
-Nie pani, nadal jest na patrolu. Możliwe, że będzie jeszcze przed wschodem słońca.
-On ma być tu teraz!
Ischil powinien tu być i udać się ze mną pod barierę. Nie rozumiem, w ogóle dlaczego on sam nie zauważył, że zdrajcy są tuż pod jego nosem.
- Idiota – syknęłam pod nosem. – Osiodłajcie Apollosę i przyprowadźcie pod bramę, skoro go nie ma, to sama muszę się uporać ze zdrajcami.
Idąc do bramy, przeklinałam w myślach na Ischila. Był do niczego, gdy jest potrzebny to nie ma go zamku. Doprawdy nie wiem, czemu się związałam z takim osobnikiem. Być może zbyt długo przebywam w jego towarzystwie. Jak ogóle można nazwać nasze relacje ? Bo na pewno to nie jest miłość. Czy to jakiegoś rodzaju przyzwyczajenie do siebie? Sama tego nie rozumiem…
Właśnie doszłam do bramy, która była już otwarta. Słyszałam moją wierzgającą Apollose, tak dawno jej nie dosiadywałam. Na mój widok rozpostarła wielkie skrzydła i zaczęła wyrywać się trzymającemu cugle strażnikowi. Jej granatowe oczy zatrzymały się na mnie, jakby czuła, co mamy zrobić. Podeszłam do niej i odebrałam strażnikowi, który wyglądał na lekko zestresowanego.
- Witaj, maleńka. Mamy coś ważnego do zrobienia. Musimy ukarać zdrajców.
Uśmiechnęłam się do niej i wskoczyłam na jej grzbiet.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
No ten tego... Mam nadzieje, że się spodobało ;)
Więcej *-* Daj mi więcej !
OdpowiedzUsuńCzy się podobało pytanie .Dziewczyno kiedy czytam twoje opowiadanie moja dusza raduję się ,a ja sama latam po pokoju jak powalona. Napełniasz moją dotychczasowo nudną osobowość i pobudzasz moje wszystkie możliwe uczucia. Za jednym razem czuję się szczęśliwa a za drugim razem tajemniczo i niepewnie ... Obawiam się ,że zostałam złapana w twoje sidła i jestem tylko marionetką którą operujesz jak chcesz ...
P.S - Pisz dalej bo ja tutaj zaraz wybuchnę z niemocy kochana :)
Twoja Youki-chan :*
No okeeej... Słodzisz ... Bez przesady !
OdpowiedzUsuńLevy-chan: No Ty znowu marudzisz !
Niku-chan : Ja ... Ja...?
Levy-chan : A niby kto ?
Niku-chan: Spieprzaj...
Levy-chan: Znowu mnie wyganiasz?? Toooooo IDĘ ! FOOOOCH!
Niku-chan: Nieeeee... ja tylko tak żartowałam ! ;____;
Dobrze. Masz szczęście, że jestem teraz w stanie wskazującym na szczerość osoby i opinii. Czyli cokolwiek powiem, będzie to szczere. A kiedy facet jest szczery? To pewnie wiesz. A jeśli nie, to za jakiś czas się dowiesz... w każdym razie - oto co chciałbym powiedzieć na temat Twojej Twórczości:
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim znalazłem w tej historii siebie. Moją osobę. W takim sensie, że czytając niektóre zdania, uderzała mnie fala ciepła i zmieszania, podczas której dochodziłem do wniosku, że czytam jakby siebie. Jakbym widział swoją konstrukcję zdań... Moniko, jestem z Ciebie dumny. Mając tyle lat, co masz, jesteś w stanie momentami napisać tak, jak ja, który ma tyle lat, co ma. Więc gratulację. Bardzo się cieszę, że widzę take efekty.
Jesteś jedną z nielicznych osób, które noszą we krwi i swym sercu pierwiastek prawdziwego Talentu. Jesteś - jak to kiedyś określiłem - nieoszlifowanym diamencikiem. Drogocennym, dałbym nawet, że bezcennym. Twoja wyobraźnia jest magiczna. Widać to w wielu "szerszych zdaniach", gdzie potrafisz ukryć i pokazać całą jej esencję i kwintesencję.
Lecz nie spoczywaj na laurach. Piszesz zajebiście i zajebiście się z tego cieszę, ale nadal jesteś nieoszlifowanym diamencikiem. W sumie nikt nigdy z nas nie będzie oszlifowany, piękny i gładki, bowiem z każdym zdaniem uczymy się coś nowego. Dlatego jesteś nieoszlifowana. Jeśli będziesz pracować nad swym piórem, będziesz się szlifować. Najważniejsze, że Twoje zdania biją charakterystycznym Ci blaskiem. Tworzysz swój styl, który w dodatku mi się podoba.
Paolo jest zadowolony, cieszy się w blasku swego marnego życia i dziękuje Ci za promyk uśmiechu na twarzy. Pisz dalej i niech Bóg kieruje Twą dłonią, piórem, talentem i życiem...
Pozdrawia Paolo...
I znowu to robisz -_- Znowu czuję, że muszę pisać! Człowieku!
OdpowiedzUsuń